Strony

czwartek, 16 marca 2017

Bieszczadzkie klimaty



Gdy niedźwiedzie budzą się ze snu zimowego, a wierzby obłażą kotkami, w moim ciele ożywają krwiożercze synapsy, które niczym zombie mózgu pragną WAKACJI. Jestem jak przeciętny mężczyzna myślący o seksie, 18 razy dziennie w mojej głowie pojawia się wizja mitycznych 10 dni spędzonych z dala od domu. W tym roku jest nie inaczej, marzę o tym by rzucić wszystko i wyjechać w hmmm Bieszczady?!… Nie… Bieszczady rządziły w 2016 roku, ale jak tu się im oprzeć – wspomnienia pojawiają się same.





O tej zielonej krainie tworzono legendy, pisano książki i śpiewano piosenki, więc moje kilka zdań byłoby jedynie kroplą w morzu zachwytów. Każdy powinien przekonać się na własnej skórze, by stwierdzić czy jest to miejsce dla niego. Zapraszam Was za to za obiektyw mojego telefonu, byście choć na chwilę przenieśli się w czasie do czerwca ubiegłego roku i powspominali razem ze mną. A nóż kogoś urzeknie to co zobaczy i zapragnie sam odwiedzić Biesy i Czady.







 
Podobno najbardziej znaną bieszczadzką knajpą jest Siekierezada... podobno, bo ja do niej nigdy nie dotarłam, za to gościłam w Oberży „Biesisko” (Przysłup). Pamiętam dobrze moją pierwszą wyprawę w podkarpackie: był 2011 rok, koniec września, ciepłe dni i zimne noce, a brunatny zwierz siał postrach w okolicy. Pewnego wieczora (unikając zagrożenia w postaci niedźwiedzich łap) zabunkrowałam się w nadmienionym wyżej barze. Z każdego kąta sali wydobywał się gwar rozmów, w powietrzu unosił się zapach goździków i pomarańczy, na stołach z gracją migotały płomienie świec, a grzane wino powoli rozpływało się po ciele dając przyjemne ciepło. Obraz sielski, anielski dopełnił koncert zespołu Čači Vorba grający cygańsko – bałkańską muzykę...







 
Może moje wspomnienia są trochę zniekształcone, ale nie koloryzuję celowo. Myślę, że tak piękną wizję zawdzięczam procentom szumiącym tamtej nocy w głowie. Idylla – nawet ludzie uśmiechali się do mnie życzliwie... Czego chcieć więcej... Mydlana bańka pękła dopiero, gdy grzaniec zaczął naciskać na pęcherz. Przelotne zerknięcie w toaletowe lustro i ... O zgrozo!... Już wiem dlaczego wzbudzałam taką sympatię u innych - nie była to zasługa alkoholu, ani aury chwili – ja po prostu przez półtorej godziny siedziałam z bordowym wąsem od ucha do ucha, które zafundował mi jakże prześliczny, ceramiczny kubeczek z winem...

A Wy jakie zaliczyliście wpadki na urlopie? Zapraszam do komentowania, a jeżeli komuś szczególnie przypadł do gustu mój blog niech polubi stronę na fb. Będzie mi niezmiernie miło :)









4 komentarze:

  1. Byłem w Bieszczadach w tamtym roku. Komercjalizują się na potęgę, niestety. Siekierezadę pamiętam sprzed lat, to był lokal legenda, nawet w góry nie chciało się wychodzić tylko siedzieć i patrzeć. Teraz nie poszedłem do Siekierezady, nie chciałem sobie psuć wspomnień...

    OdpowiedzUsuń
  2. Myślę, że nie jest tak źle jak np. w Zakopanem. Dotychczas odwiedzałam Bieszczady poza sezonem, więc nie miałam okazji doświadczyć dzikich tłumów, a co za tym idzie rozmaitych stoisk gdzie kupisz chińską muszelkę znad Bałtyku. Pisaliśmy już o tym, że to po części ludzie tworzą klimat miejsca, więc jeżeli jest napływ turystów, którzy wszędzie się spieszą - szybkie selfie nad Soliną, fast food na obiad, a wieczorem zakupy w Biedronce, to tubylcy to wykorzystują i wyciskają z nich pieniądze jak cytryny...

    OdpowiedzUsuń
  3. Byłam z rodziną i znajomymi było pieknie i magicznie.
    Polecam naprawdę ale zdecydowanie przed sezonem.
    Oczywiście dziękuję za przepiękne zdjęcia są również magicznie jak Bieszczady :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Również byłam ze znajomymi i bardzo miło spędziłam czas:)A Bieszczady? - nie ma co się rozpisywać, mają coś w sobie.

      Usuń

Zapraszam do pozostawienia komentarza. Będzie mi niezwykle miło:)